Monday, May 21, 2018

Giant/Gigant

I've found this photo on @historyinmoment. A circus elephant balancing on its front legs. He was pushed to perform in ways that do not suit his natural abilities… Scary, but hat's the way the world goes, isn't it? It teaches there is something wrong with you, and everyone needs training. You had bad grades in school? It's because you are stupid

Probably that's why now you don't have money. Oh well, at least you work hard to pay your bills (and merely survive). Most people just trudge along. But some are not trying. Like the alcoholic who almost died from bleeding ulcers. The one who wrote about scratching his balls and waiting for a pair of big breasts.

Bukowski's gravestone says: „Don't try”. To me, it has two meanings. Don't try – because you're ok the way you are. And cause „There were no winners, only apparent winners.” But life isn't all that bad. Bukowski had his bottle, and we have his writing. I agree that we are lucky that he shared his vision with the world.

Znalazłam to zdjęcie na @historyinmoment. Słoń cyrkowy balansuje na przednich nogach. Zmuszony, żeby robić coś zupełnie naturalnego… Przykre, ale tak to na świecie. Dowiesz się, że musisz być przyuczony, bo dzieje się z tobą coś niefajnego. Miałeś złe stopnie w szkole? To dlatego, że jesteś debilem.

Pewnie dlatego nie masz dzisiaj pieniędzy. Przynajmniej harujesz, żeby starczyło na rachunki, i żeby jakoś przeżyć. Większość ludzi ciągnie do przodu. Niektórzy jednak się nie starają. Jak alkoholik, którego prawie zabiły krwawiące wrzody. Ten, który pisał o drapaniu się po jajach i czekaniu na parę wielkich piersi.

Napis na grobie Bukowskiego: „Nie próbuj.” Ma to dla mnie podwójne znaczenie. Nie próbuj – bo i tak jesteś w porządku. I dlatego, że „Nie było zwycięzców, tylko pozorni zwycięzcy.” Ale życie nie jest takie złe. Bukowski miał butelkę a my jego pisanie. Zgadzam się, że mamy szczęście, iż dzielił swoją wizję ze światem.

Wednesday, May 16, 2018

58.La donna cannone

Back on track… After two years, one month and three days another real-life illustration! The woman says: "My ex used to say that I'm buttery!"

Powrót na szlak... Po dwóch latach, miesiącu oraz trzech dniach kolejna ilustracja z życia wzięta! Kobieta mówi: "Mój ex mówił, że jestem maślana!"

Saturday, May 12, 2018

No problem

I prised England many times. I was right. I hadn't done any transactions in my bank account, and it become dormant. I went to the UK last summer. A bank officer in Bristol told me that she cannot help me (the proof of address was in Italian). Maybe she wasn't English, because in the next branch reactivating my account was „no problem.” 
Źródło: internet

Few weeks ago I withdrew 100€ from cash machine in Bari. There was an error and no money came out. I checked my online transactions – the amount was debited from my account. „We cannot help you!” - The bank officer told me. „Call the green line!” After several calls I was told to wait till the cash machine will be open.

The employee who fills it would realize what happened, and transfer the money into my account. It should take about one month… But it was too good to be true. I called again and again. „One month is not enough!” - Someone from the branch in the centre of Bari told me. I could go there and talk… And they would wag their finger on me.

Chwaliłam Anglię wiele razy i dobrze robiłam. Nie wykonywałam żadnych transakcji w koncie bankowym, zostało uśpione. Pojechałam na Wyspy zeszłego lata. Urzędniczka w banku w Bristolu oświadczyła, że nie może nic zrobić (poświadczenie adresu było po włosku). Może nie była Angielką - w sąsiednim oddziale ponowne otwarcie rachunku było „no problem.”

Parę tygodni temu przelewałam 100€ z bankomatu w Bari. Zaszedł jakiś błąd i nie było pieniędzy. Sprawdziłam rachunek internetowy – suma została przelana z mojego konta. „Nie możemy ci pomóc” - twierdził urzędnik w banku. „Dzwoń na zieloną linię!” Po niezliczonych rozmowach dowiedziałam się, że mam czekać aż bankomat zostanie otwarty.

Pracownik który zajmuje się wykładaniem pieniędzy zorientuje się w problemie i przeleje mi całą sumę. Miało to zająć miesiąc, lecz było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Dzwoniłam znowu i znowu… „Miesiąc to za mało!” - powiedział ktoś z banku w centrum Bari. Mogłabym tam pójść, rozmawiać… A oni mogliby pokazać mi palec.

Saturday, May 5, 2018

The end/Koniec

The fire erupted in our kitchen. The neighbor – a lady in her seventies went to see what happened, and started to pour water on the flames. „Go away, the stove can explode!” - I cried. She didn't seem to care about the danger. I looked at the old lady, smoke and flames, and couldn't help but thinking that she wanted to die…
Źródło: internet

They are asylum seekers asking for money in Bari. A black guy approached a woman on the street. „I'm hungry!” - He insisted. „Go away!” - She said. „You are angry? Why?” - He asked… I observed the 11-year-old F. The kid walked around staring at smartphone. It looked like she loosing touch with the real world.

My husband is listening to radio in the morning. Trump, Siria, North Korea… The threat of a third world war has become alarmingly real, they say. The consequences would be devastating… But actually they are many people who are tired of this world, and believe that „the end” would release them from the sufferings.

W naszej kuchni wybuchł pożar. Sąsiadka, pani koło siedemdziesiątki, przyszła zobaczyć, co się dzieje, i zaczęła polewać wodą. „Proszę odejść, może być wybuch!” - krzyczałam, ale niebezpieczeństwo zdawało się jej nie obchodzić. Patrzyłam na starszą panią, dym i płomienie nie mogąc oprzeć się myśli, że szukała śmierci...

Uchodźcy proszą o pieniądze w Bari. Czarnoskóry chłopak zaczepił kobietę na ulicy. „Jestem głodny!” - twierdził. „Niech sobie idzie!” - mówiła. „Jesteś zła? Dlaczego?” - pytał… Obserwowałam 11-letnią F. Dziewczynka krążyła ze smartfonem przy twarzy. Wyglądało, że straciła kontakt z rzeczywistością.

Mąż słucha radia co rano. Trump, Syria, Korea Północna… Groźba trzeciej wojny staje się alarmująco realna, mówią. Konsekwencje byłyby straszliwe… Tak naprawdę jednak wielu ludzi zmęczyło się tym światem, wierzą, że „koniec” mógłby uwolnić ich od cierpienia.

Sunday, April 22, 2018

Makes sense/Ma sens

For the last two years, I have taken part in a daily gratitude challenge” - Louise wrote. The mother is sharing one photo on Instagram. Bedtime cuddles, slice of cake… But life isn't easy. Her older daughter Jessica was born with half working heart. She had her first life-saving surgery before she was even born. 
littleheartsbiglove

In the next six years the little girl had to undergo further open-heart interventions. Earlier this year she had another one. Initially she was doing well, Louise was proud of her heart-warrior daughter. Unfortunately Jessica passed away. „Sometimes people say to me: 'I don't know how you cope'” - Louise wrote.

I cope because I have to.” Even after her loss the amazing mummy is trying to focus on the positives. Kind words, cards, messages, time with friends… She reminds that there is always something to be grateful for. Louise make me think that blogging makes sense. World might be better if you share your thoughts. Sometimes.

W ostatnich dwóch latach wzięłam udział w codziennym wyzwaniu wdzięczności” - napisała Louise. Matka umieszcza zdjęcia na Instagram. Przytulanie przed snem, kawałek ciasta… Ale życie nie jest łatwe. Jej starsza córka Jessica urodziła się z połową pracującego serca. Przeszła ratujący życie zabieg zanim się urodziła.


W ciągu kolejnych sześciu lat przeprowadzono trzy zabiegi na otwartym sercu. W początku tego roku jeszcze jeden. Początkowo dobrze się miewała, Louise była dumna z córki – waleczne serce. Niestety Jessica odeszła. „Czasem ludzie mówią, że nie wiedzą, jak sobie radzę” - napisała Louise. „Radzę sobie, bo muszę.”

Nawet po swojej stracie wspaniała mama próbuje koncentrować się na czymś pozytywnym. Miłe słowa, kartki, wiadomości, czas ze znajomymi… Louise sprawia, że myślę, że blogowanie ma sens. Świat może być lepszy, jeśli dzielisz swoje myśli. Czasami.


Sunday, April 15, 2018

Free vacation/Darmowe wakacje

My husband won a free trip!” - S. told me a couple of years ago. “We can choose spa resort in Spain or France.” She seemed excited, and I was surprised to know that they decided not going anywhere. “Flying is dangerous!” - She said. “I did it for my daughter's sake.” My husband's friend A. was running Milan Marathon.

He invited us to stay at his place. I was seeking excuses for flaking out. “Go on your own” - I said to my husband. “It will be too many of us in his house!” But he didn't agree, and eventually I went. Small flat turned out to be big enough for the seven of us. In two days it was guys, not me who was cooking.

I tried thick, triangular pizza and read “Women” by Charles Bukowski. We saw famous Vertical Forest residential tower and bought 5€ book from black people on the street. I like Milan – a big city with beautiful shops and ladies who carry dogs in baby prams. It was great, doing something new and different.

Mąż wygrał wycieczkę!” - powiedziała S. dwa lata temu. “Możemy wybrać kurort we Francji albo w Hiszpanii.” Wyglądała na zadowoloną, byłam zdziwiona gdy oświadczyła, że nigdzie w końcu nie pojechali. “Latanie jest niebezpieczne!” - rzekła. “Zrobiłam to dla dobra mojej córki!” Przyjaciel męża biegał w maratonie w Mediolanie.

Zaprosił nas do siebie. Szukałam powodów, żeby się wykręcić. “Jedź sam!” - mówiłam do męża. “Za ciasno nam będzie w tym domu!” Nie zgodził się i w koncu pojechałam. Małe mieszkanie okazało się wystarczająco duże dla siedmiorga z nas. Przez dwa dni to chłopaki gotowali, a nie ja.

Spróbowałam grubszej, trójkątnej pizzy i czytałam “Kobiety” Bukowskiego. Widzieliśmy wieżowce zwane pionowym lasem i kupiliśmy książeczkę za 5€ od ciemnoskórych ludzi. Podobał mi się Mediolan, z jego pięknymi sklepami i paniami, które wożą psy w wózkach dla dzieci. Dobrze było zrobić coś nowego.

Sunday, April 1, 2018

Open book/Otwarta książka


I don't think like a blogger any more. I'm not struggling to find interesting blog post ideas, but I know that the key to success is: be like an open book. That's obvious, and you need to be consistent. Harriet Searsmith is the author of popular blog. Toby& Roo “reaches approximately 1 million people every month”. 
tobyandroo

One of her first You Tube videos is showing the young mother in a bath tube “invaded” by her three children. She writes about her lack of sexual confidence, experience with abortion… But actually it's not only the successful bloggers. Almost everybody can't wait to share.

A comment from Harriet's Instagram page: “broke up with my ex and within two days had started getting close to one of my mates I’d known for years”. Man is by nature a social animal, Aristotle said. Today we share our life on social networking websites because those exist. And if it is in our nature, maybe it isn't all bad?

Nie myślę już jak bloger, nie wysilam się, żeby znaleźć pomysł na ciekawe posty, wiem jednak, że klucz do sukcesu to być jak otwarta książka. To oczywiste i trzeba być konsekwentnym. Harriet Searsmith jest autorką popularnego bloga. Toby & Roo ma około miliona czytelników w ciągu miesiąca.

Jeden z jej pierwszych filmów video na You Tube pokazuje młodą mamę w wannie “zajętej” przez jej troje dzieci. Harriet pisze o braku pewności siebie w łóżku, swoich doświadczeniach z aborcją… Tak naprawdę jednak nie tylko popularni blogerzy - prawie każdy chce się dzielić wszystkim.

Komentarz ze strony Instagram Harriet: “zerwałam z moim ex i po dwóch dniach zbliżyłam się do kumpla, którego znałam od lat”. Człowiek jest z natury istotą społeczną, mówił Arystoteles. Dzisiaj upowszechniamy nasze życie na portalach społecznościowych bo one istnieją. Jeśli taka jest nasza natura, może nie ma w tym wiele złego?