Sunday, December 30, 2012

Happy New Year/Szczęśliwego Nowego Roku


According to the Mayans thing, 21.12.12 should have be the last day of my life. Well it was not the last day of the World. One should never believe 100% in what the others say. I used to have an auntie, very rigorous lady. She used to have her own opinion when it comes to everything. Once she told me the story: “How I demolished the Darwin’s theory”.

She was a little girl; let’s say 8 years old or so. Once she heard that human being came down from the monkey. She wasn’t like: “Well, if our teacher told us so, it has to be true!” She went to her granddad. “Do you remember that monkey had become a man?” My auntie asked him. “No way!” - The old man told her.

“You see – my auntie told me in the end of her story – he was about 80 years old at the moment, I’m almost 75 now – it makes almost 160 years and nobody saw the monkey which would become a human being!” As for me, I do believe that the next year would be really great. If there is someone who is reading my blog - Happy New Year 2013!

Gdyby miała się sprawdzić przepowiednia Majów, 21.12.12 powinien być ostatnim dniem mojego życia. Nie okazał się jednak ostatnim dniem tego świata. Człowiek nie powinien nigdy wierzyć we wszystko, co słyszy. Miałam kiedyś ciocię, surową starszą panią. Zawsze swoją opinię na każdy temat. Pewnego razu opowiedziała mi historię: “Jak obaliłam teorię Darwina”.

Była wówczas małą dziewczynka, powiedzmy ośmioletnią. Pewnego dnia usłyszała że człowiek pochodzi od małpy. Nie pomyślała: “Jeżeli pan nauczyciel tak mówi, znaczy, że ma rację!” Poszła do swojego dziadka. “Pamiętasz, że małpa przepoczwarzyła się w człowieka?” – zapytała. “Nigdy w życiu!” – odparła starzec.

“Widzisz” – zakończyła swoją opowieść moja ciocia. – „Dziadek miał 80 lat, ja mam już 75 – to prawie 160 lat i nikt nie widział małpy, która zmieniła się w człowieka!” Osobiście wierzę, że następny rok będzie wspaniały. Jeśli ktoś czyta mój blog - Szczęśliwego Roku 2013!

Tuesday, December 18, 2012

Does one need to work?/ Czy trzeba koniecznie pracować?


Christmas time is coming. One would go to work and then worry a lot if he could manage to spend a bit more… But it’s not so obvious. Closer Magazine: Jobless mum: „I’m splashing £2k of my benefits on Christmas gifts!” Young mother from London is unemployed and single with two young kids.
The photo from: http://lifestyle.one/

She claims £15,480 a year in benefits and says that she’d be a fool to get a job, as it would actually leave her worse off. She’s got time for her kids – and no money trouble. Another article: “Freegan eater ‘I get my Christmas feast from the bin!”.

Natasha is a “Freegan” – an anti-consumerist who disagrees with society throwing away useable items. To get the food for her Christmas, she would be rooting through bins near her Cardiff home. Natasha is looking for discarded produce every night and their fridge is always full. Maybe we don't have to work after all! (at least not in the UK)

Nadchodzą Święta. Człowiek pracuje i niepokoi się, czy może sobie pozwolić na wydać nieco więcej… Nie zawsze jednak. Closer Magazine: “Bezrobotna mama: wydaję dwa tysiące funtów z moich zasiłków na prezenty!” Oto młoda matka z Londynu jest bezrobotna i samotnie wychowuje dwoje dzieci.

Otrzymuje 15,480 tysięcy funtów rocznie i mówi, że musiałaby być głupia, żeby znaleźć pracę, która dałaby jej znacznie mniejsze dochody. Żyje na przyzwoitym poziomie, ma czas dla dzieci – i żadnych problemów finansowych. Następny artykuł: “Freeganista: Wydostaję moje świąteczne dania z kubła na śmieci!”.

Natasha jest freeganistą – anty konsumpcjonistą, nie zgadza się ze społeczeństwem, które wyrzuca dobre produkty. Aby zdobyć jedzenie na Święta, przeszuka kosze na śmieci w okolicy jej domu. Co wieczór wychodzi na poszukiwanie wyrzuconych produktów i jej lodówka jest zawsze pełna. Może wcale nie trzeba pracować (w każdym razie nie w Anglii).


Thursday, December 6, 2012

Us, women/My, kobiety


It's been two years since we went to live in Basilicata. Many women are unemployed - it's very common. We are looking after kids and cooking "la pasta". Our local doctor, Maria Antonietta D'Onofrio is an author. I have not read her novels, but apparently the first one is about the life of the women from Southern Italy.
Źródło: Internet

The "guilt" of being born in this place – a girl is designated to housewife’s life. In London I used to have my work that I liked very much - but I agreed to leave everything. A woman often thinks that what a man wants is more important than her needing.

That's the "guilt" of being born a girl. I don't consider myself a feminist but slowly I start to believe that every woman should be. Should be HERSELF, which means to live her life the way she wants, not the way someone else would tell us to. It's the most important thing in the world - to live your, not someone else’s life.

Minęły dwa lata odkąd mieszkamy w prowincji Basilicata. Wiele kobiet jest bez pracy - to zwykła codzienność. Zajmujemy się domem dziećmi i gotujemy makaron. Nasza doktor Maria Antonietta D'Onofrio jest pisarką. Nie czytałam jej książek, lecz wiem, że pierwsza z nich traktuje o życiu kobiety z Południa Włoch.

Wina" płynąca z urodzenia się w tym miejscu - dziewczyna przeznaczona jest do bycia gosposią. W Londynie miałam pracę, którą lubiłam - lecz zgodziłam się zostawić wszystko. Kobieta często myśli, że to, czego chce mężczyzna jest ważniejsze od jej potrzeb.

To jest "wina" bycia dziewczyną. Nie uważam się za feministkę lecz powoli zaczynam myśleć, że każda kobieta powinna nią być. Powinna być SOBĄ co oznacza żyć jak się jej podoba, zamiast słuchać tego, co ktoś nam każe robić. To najważniejsza rzecz na świecie, żyć własnym, nie cudzym życiem.