Wednesday, February 27, 2013

Dirty bastards/Brudni bandyci


The last time I saw D. in the kitchen - her kingdom. She looked sad. It was four years ago, we were renting rooms in the same house. D. lived in Leyton, West London much longer than the rest of us. About forty, single and no children, she was "enjoying her life" to use her own words. D. had plenty of prejudice.
 
She hated men - she had quite a bad opinion about them: "They are all dirty bastards!" She disliked colored people (never mind she lived in London). "I went to the church and saw black people there! I was never back again.” She didn't like children: "When I look at my married friends with the kids, I feel sorry for them!"

But most of all, she hated dirt. It was four of us using the kitchen. Her words "THE COOKER IS DIRTY" had become me personal threat. I decided to leave and I never saw D. again. Maybe she's still there, in her tiny Leyton room - so small she had to keep her wardrobe outside? Maybe she's still fighting with "dirty bastards":)

Ostatni raz widziałam D. w kuchni, jej królestwie. Było to cztery lata temu, wynajmowałyśmy pokoje w tym samym domu. D. mieszkała w Leyton, we wschodnim Londynie, znacznie dłużej niż reszta z nas. Około 40. samotna i bezdzietna, "cieszyła się życiem", używając jej własnych słów. Miała wiele uprzedzeń.


Nienawidziła mężczyzn - miała o nich złą opinię: "Wszyscy to brudni dranie!" Nie lubiła również "kolorowych" ludzi (niezależnie od faktu, że mieszkała w Londynie). "Poszłam raz do kościoła i zobaczyłam czarnych. Więcej tam nie wróciłam!" Nie cierpiała dzieci: "Kiedy patrzę na moje zamężne koleżanki z dziećmi, bardzo im współczuję!"


Ale przede wszystkim, nie lubiła brudu. Wszyscy czworo gotowaliśmy we wspólnej kuchni. Prześladowały mnie jej słowa "KUCHENKA JEST BRUDNA." Zdecydowałam się odejść i więcej jej nie spotkałam. Może nadal mieszka w Leyton, w pokoiku tak małym, że zmuszona była trzymać szafę na korytarzu. Pewnie nadal walczy z "brudnymi bandytami":)

Saturday, February 16, 2013

Struggle to survive/Walka o przetrwanie


For some kind of people, every times would be the hard ones. Also there are the countries that no matter which century, it would be always hard times. The most famous "hard - time country" might be Russia. An article from Mail Online: „Haunting photos show desperate struggle to survive in the last days of USSR”
 
Shop shelves were often bare, it was normal to have to join a long queue to get whatever goods are available. Women patients in a rundown hospital ward in Moscow, people exchanging vodka bottles or standing in lines for food suplies, female miners in the town of Novokuznetsk - they look like if their life was stolen.

The famous Communist political system which took such toil on the country was close to collapse. They say in Russia: "For one who was beaten, two who were not." It means - the bad experience would make you wiser. If that's true, there would be an great future for Russia. I wish it's true.

Dla niektórych ludzi nie ma dobrych czasów. W pewnych krajach każde stulecie będzie tym trudnym. Najsławniejszym z "krajów ciężkich czasów" może być Rosja. Artykuł z Mail Online: „Poruszające zdjęcia pokazują desperacką walkę, by przetrwać ostatnie dni Związku Radzieckiego”.

Półki sklepowe były często puste, należało do normalności stać w kolejce po wszelkie możliwe produkty. "Pacjentki w szpitalu w Moskwie, ludzie wymieniający butelki wódki lub wyczekujący po żywność, pracownice kopalni węgla w Nowokuźniecku - wszyscy ci ludzie sprawiają wrażenie, że skradziono im życie.

Sławny komunistyczny system polityczny, który wycisnął takie piętno na kraju chylił się ku upadkowi. W Rosji mówi się: "Za jednego bitego dwóch niebitych." To znaczy, że niedobre doświadczenia uczą nas mądrości. Jeżeli to prawda, przed Rosją stoi wspaniała przyszłość. Mam nadzieję, że tak będzie.


 

Thursday, February 14, 2013

Climb on the top/Pnij się na szczyt

When I was little, my mum used to give me a lot of good examples. Usually it would be some other kids. "D.'s daughter" was always better since the primary school. She had become a Judge eventually. After I completed my degree I was given six month probation in a big public office. My boss Mr. A. was a very polite man.
Źródło: Internet

His maxim was: "CLIMB ON THE TOP WITH VERY LITTLE STEPS". He could be an example of it. He had the passion for journalism and used to co-operate with local newspaper. Once he got retired, he started a real career. He got very good public job, then another one, even more prestigious. Mr. A. does make an example - how to take advantage of every possibility.

I'm nothing like him - on the opposite really. I'm quite good to waste my opportunities. It's a thing you would always pay! Two years after I finished my probation I was still unemployed. When I was leaving, Mr. A. told me: "If you need some help one day, call me. I will do my best." So I called. "Sorry, there is nothing I could do..." - He told me. Still, he really was a nice guy.

Od kiedy byłam mała, mama dawała mi mnóstwo dobrych przykładów. Zazwyczaj były to inne dzieci. "Córka D." była zawsze lepsza ode mnie już od podstawówki. Została w końcu sędzią. Po skończonych studiach dostałam staż w dużej instytucji publicznej. Mój szef, pan A. był uprzejmym człowiekiem.

Jego maksymą było: "PIĄĆ SIĘ W GÓRĘ MAŁYMI KROCZKAMI". Sam był najlepszym przykładem. Pasjonował się dziennikarstwem i współpracował z lokalną gazetą. Kiedy przeszedł na emeryturę, rozpoczął prawdziwą karierę. Otrzymał dobrą, państwową posadę, potem zaś inną, jeszcze bardziej prestiżową. Pan A. wiedział, jak wykorzystać każdą okoliczność.

Nie jestem jak on - zaprzepaszczam dobre okazje. Jest to nawyk, który drogo kosztuje! Nic dziwnego, że dwa lata po ukończeniu stażu byłam ciągle bez pracy. Kiedy odchodziłam, pan A. powiedział: "Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń. Postaram się pomóc.” Zadzwoniłam. "Nie mogę nic zrobić!" - usłyszałam. Pomimo wszystko, to był miły człowiek.

Thursday, February 7, 2013

Hello Sadness/Witaj smutku


"Bonjour tristesse" by Francoise Sagan: seventeen-year-old Cécile living empty, desultory life. She’s afraid that her father’s fiancée Anne would change it. Cécile arranges the plot; good Anne drives her car off a cliff in an apparent suicide. Every time Cécile thinks about Anna, Cécile says: "Hello Sadness". 
Beata Bieniak Photography

I worked with the people with special needs in London. The job was quite creative and playful – it was about giving the individuals with learning disabilities the quality of life. Every day we would take them to the cinema or to the restaurant. I enjoyed helping the residents and I liked them so much.  I cried the day I left my job.

I understood very quickly how wrong I was to leave the place I liked so much. But there are also the good things. Because I felt so lonely at Nova Siri, I started doing my illustrations and writing screenplays:) I love writing and I believe that one day I would do it for living. One needs to believe - it's what helps when the sadness comes.

"Witaj, smutku" Francoise Sagan: siedemnastoletnia Cécile żyje pustym, zepsutym życiem, boi się, że narzeczona ojca Anna to zmieni. Knuje intrygę; samochód Anne spada w przepaść - jak się przypuszcza, jest to samobójstwo. Za każdym razem, gdy myśli o Annie, Cécile mówi: "Witaj, smutku".

Pracowałam z ludźmi specjalnej troski w Londynie. Zajęcie było dość kreatywne i zabawne – chodziło o podnoszenie jakości życia osób upośledzonych umysłowo. Każdego dnia zabieraliśmy ich do kina czy restauracji. Czułam się związana z podopiecznymi, płakałam, kiedy odchodziłam z pracy.

Szybko zrozumiałam, że popełniłam błąd opuszczając miejsce, które lubiłam. Są jednak pozytywne strony: czułam się samotna w Nova Siri, więc zaczęłam tworzyć ilustracje i pisać. Liczę, że pewnego dnia zacznę tak zarabiać na życie. Człowiek musi wierzyć - to pomaga, gdy nadchodzi smutek.