Sunday, November 29, 2015

Stigma/Stygmat

I heard a story about a man, who was seemed to like a girl. One day he went to talk with her father. “I'll marry your daughter, but you need to give me the money I urgently need now!” - He said. The young man was unable to strike a bargain, but the story has spread… The biggest problem with self-publishing is the stigma associated with it. 

The public conception is against them. “Self-pubs should not be called authors!” An author who can’t get anyone in the book publishing world to respond often wants to believe that his book is really good, but “traditional” publisher won't deal with a new author. A quote form “The Prague Cemetery” by Umberto Eco.

It's always like that. If you fail, you're seeking for someone to blame and justify your failure”. “Traditional” publishers are still seeking new authors, but they have to give them good book. And if someone wants money for what should be for free, think twice before dealing with him.

Słyszałam opowieść o mężczyźnie, który zdawał się być zainteresowany dziewczyną. Pewnego dnia poszedł na rozmowę z jej ojcem. “Ożenię się z twoją córką, jeśli dasz mi pieniądze, których mi teraz potrzeba!” - powiedział. Nie dobił targu, zamiast tego, historia się rozeszła… Największy problem self-publishing to wiążący się z nim stygmat.

Opinia publiczna jest przeciwko nim. “Selfy nie powinni nazywać się autorami!” Pisarz, któremu nie udało się znaleźć w wydawniczym światku nikogo, kto zechciałby odpowiedzieć chce wierzyć, że jego książka jest dobra, ale “tradycyjni” nie lubią debiutantów. Cytat z “Cmentarza w Pradze” U.Eco.

Zawsze tak jest – jeśli ci się nie powiedzie, szukasz kogoś, aby oskarżając go, usprawiedliwić swoje niedołęstwo”. “Tradycyjni” wydawcy szukają nowych autorów, lecz ci muszą im dac dobrą książkę. A jeśli ktoś jeśli ktoś chce pieniędzy za coś, co powinno być za darmo, trzeba dobrze się zastanowić, zanim ubije się z nim interes.

Friday, November 27, 2015

Her nice slow life/Jej miłe, powolne życie

Sometimes it happens that a nice feeling is starting to spread when I'm – let's say – doing laundry. Which is strange because things aren't perfect now. But maybe “There is no more to life than being happy”? The author of My Slow Nice Life lives in her dream house in the woods. Listening to nature sounds makes her feel good.
Zdjęcie z myslownicelife.blogspot.com

She's enjoying being a mother-of three and feels “lucky” to have such a good husband. Wiola left demanding full-time job and loves her work from terraced home. She's happier than she has ever been making cheesecake with 10 eggs and drinking coffee&cocoa. I especially like reading especially about “slow cooking”.

Leczo cooked in 7 litres pan – red and green peppers, onions, tomatoes and polish sausage. “Real” raspberry juice. Gluten-free pancakes with strawberry jam… I must admit, that I envy Wiola forest view from her window and everyday walks in the woods. And if I add that she's got husband who is cutting vegetables and eating eat it's clear that life couldn't be any better!

Zdarza się, że czasami kiedy – dajmy na to – robię pranie, ogarnia mnie przyjemne uczucie. Co jest dziwne, bo ostatnio nie wszystko się dobrze układa. Lecz może “W życiu chodzi tylko o szczęście”? Autorka My Slow Nice Life mieszka w wymarzonym domu wśród drzew. Wprawia ją w dobry nastrój podsłuchiwanie natury.

Cieszy się z bycia mamą trójki dzieci, uważa, że miała “szczęście” znaleźć tak dobrego męża. Wiola odeszła z wymagającej pracy, obecnie pracuje na tarasie swojego domu. Jest bardziej zadowolona, niż kiedykolwiek wcześniej robiąc sernik z 10 jajek i pijąc kawę z kakao. Najbardziej lubię czytać o “powolnym gotowaniu”.


Leczo gotowane w siedmiolitrowym garnku – czerwona i zielona papryka, pomidory i polska kiełbasa. “Prawdziwy” sok z malin. Bezglutenowe naleśniki z dżemem truskawkowym… Przyznaję, że zazdroszczę Wioli widoku na las z okna i codziennych spacerów wśród drzew. Jeśli dodam, że ma męża, który kroi warzywa i je jada jest jasne, że życie nie może być lepsze!

Tuesday, November 24, 2015

The truth/Prawda

About two years after graduation I was still jobless. Once I got chatting with retired S. “There was a job for everyone when I was young!” - He told me. “You should be born earlier!” In his times there wasn't unemployed young people – and author didn't pay for having his book published. But things have changed since. 

After several “We wish you all the very best in placing your submission elsewhere” responses, you assume that editors are not really looking for aspiring writers. A new author would often choose vanity press or self-publishing houses, but those are not selective. Their poorly edited and poorly written books don't sell.

Many authors set their expectations so high they’re sorely disappointed. I don't know if I would: I can announce to everyone that Niedorzeczni won't be out. Coming back to S. - I revealed what he said to my aunt, a very severe woman. “You should say – of I lived earlier now I would be an old fart like you!” - She told me. It's also the truth.

Około dwóch lat po ukończeniu studiów byłam wciąż bez pracy. Pewnego razu wdałam się w rozmowę z emerytowanym S. “Powinnaś się urodzić wcześniej!” - powiedział. W jego czasach było zajęcie dla młodych ludzi – a autorzy nie płacili za wydanie książek. Czasy się jednak zmieniły.

Po wielu odpowiedziach “Życzymy powodzenia gdzie indziej” można dojść do wniosku, że wydawcy nie lubią debiutantów. Nowi autorzy dość często stawiają na vanity press lub self-publishing, te jednak nie selekcjonują tekstów. Ich źle wydane i napisane książki po prostu się nie sprzedają.

Autorzy mają duże oczekiwania, a potem są zawiedzeni. Nie wiem, jak byłoby ze mną - mogę oznajmić, że Niedorzeczni się nie ukażą. Wracając do S. - powtórzyłam naszą rozmowę ciotce, bardzo surowej kobiecie. “Powinnaś powiedzieć – gdybym urodziła się wcześniej, byłabym dziś starym dziadem, jak ty!” - rzekła. To też prawda.

Sunday, November 22, 2015

Sblocca Italia

One of my friends posted Greenpeace photo on Facebook: “Shell has stopped drilling in the Alaskan Arctic! What an amazing victory for people power!”. Arctic Sea is safe from Shell, but Mediterranean one of the most threatened areas. Prime Minister Renzi’s government approved the “Sblocca Italia” decree. 
The photo from www.huffingtonpost.com

Unlock Italy” is placing black wells before tourism and fishing. Now oil companies are more than welcome to come and drill anywhere in the Mediterranean area. In Puglia, the entire coast is in danger, from the natural park of Gargano to the south of the Salento peninsula, for a total of 1.6 million hectares of sea.

In all the regions of Southern Italy, committee of citizens are defending the land and the sea against the risk of extractions. On May 23 in Lanciano 60,000 people, despite the silence of the mainstream media, marched against exploration and mining. Hope this mobilization will save lovely Italy and it won't be oil spill in off the coast of Capri.

Znajoma umieściła zdjęcie Greenpeace na Facebook: “Shell zaprzestał odwiertów na Morzu Arktycznym! Wspaniałe zwycięstwo ludzkiej mocy!” Morze Arktyczne jest bezpieczne od Shell, ale Śródziemne jest jednym z bardziej zagrożonych obszarów. Rząd Renzi zatwierdził dekret “Sblocca Italia”.

Odblokuj Włochy” stawia szyby naftowe przed turystyką i rybołówstwem. Kompanie naftowe są bardziej niż mile widziane jeśli chodzi o odwierty wszędzie w rejonie Morza Śródziemnego. W Apulii w niebezpieczeństwie jest całe wybrzeże, od parku naturalnego Gargano aż do półwyspu Salento, w sumie 1,6 mln hektarów morza.

W całych południowych Włoszech, komitety obywatelskie bronią ziemi i morza przed zagrożeniem jakie przynoszą odwierty. 23 maja w Lanciano 60 tys. ludzi maszerowało w sprzeciwie wobec wydobycia ropy – na przekór milczeniu ważniejszych mediów. Mam nadzieję, ze ta mobilizacja ocali piękne Włochy i nie będzie wycieku ropy na wybrzeżu Capri...

Thursday, November 19, 2015

Como

The weather has been very good, temperatures reached 26 °C in the last weeks. It's time of olive harvest. My In-laws have a small plantation, we went there some times ago. I left alone olive picking and went for a walk. It was a lovely day, I sat on the stone looking at the sunset over the hills. Everything had warm orange colour.

The photo from pieknaitalia.blogspot.it
I was thinking about Como. C. told me that her son was living in that rich city. Life was apparently good in the foothills of the Alps in northern Italy. Beautiful lake Como between its steep wooded shores is popular destination for tourist. There are plenty of jobs there… “Maybe also I could find something in that paradise?” - I thought.

A small lizard was running around the stone, busy with his secret life. For sure for him it was no better time than the present. He was never waiting around for happiness to come to him, lived moment to moment… Isn't, the present all what we all have? I stopped thinking about Como and looked at “smart” lizard immersed in the Reality which is the Answer.

P.S. It's my 300th post (I'm not counting “La donna cannone” ones). Even with no Como things are getting better:)

Mamy ładną pogodę, w ostatnich tygodniach temperatury sięgają 26 °C. To czas zbioru oliwek, moi teściowie mają małą plantację, pojechaliśmy tam jakiś czas temu. Dałam spokój zbieraniu oliwek i poszłam na spacer. Dzień był bardzo piękny, usiadłam na kamieniu patrząc na słońce zachodzące nad wzgórzami. Wszystko miało ciepły, pomarańczowy kolor.

Myślałam o Como. C. powiedziała, że jej syn mieszkał w tym bogatym mieście. Życie wydaje się dobre u stóp Alp w północnych Włoszech. Piękne jezioro Como z zalesionymi brzegami przyciąga turystów. Jest tam wiele miejsc pracy… “Może i a mogłabym coś znaleźć w tym raju?” - myślałam.

Mała jaszczurka biegała wokół kamienia, zajęta tajemniczym życiem. Na pewno nie znała lepszego miejsca, niż teraźniejszość. Nie oczekiwała jakiegoś przyszłego szczęścia, żyła z chwili na chwilę. Ostatecznie, czyż teraźniejszość nie jest wszystkim, co mamy? Przestałam myśleć o Como, patrzyłam na “mądrą” jaszczurkę, zanurzoną w rzeczywistości, która jest odpowiedzią.

P.S. To mój 300. post (nie liczę “La donna cannone”). Nawet bez Como sprawy mają się coraz lepiej:)


Saturday, November 14, 2015

Taking revenge/Biorąc odwet

When my son was only small, I was so proud of him!” - Mrs. W. had said. “I was sure that everyone was envy of me!” My mother used to study in Zamość in the 1960s. She rented a room in Mr. and Mrs. W. wooden home. The elderly couple was like a family to her. Every time when their son was coming, Mrs. W. refused to see him.

She told my mother why. They used to live in Volhynia and were testimony to the massacres of Poles. Before World War II Volhynia was part of Poland. In the years 1943-1944 Ukrainian Insurgent Army (UPA) carried out ethnic cleansing. The actions resulted in about 60,000 Polish deaths. Mrs.W.'s son joined a group of armed men.

They were killing Ukrainians, taking revenge for deaths of Poles. He took life of many people. The family of W. was lucky to survive, the war was gone but never forgotten. The mother couldn't accept that her son committed horrible crimes. One is raising children, but he doesn't know what is waiting for them.

Kiedy mój syn był mały, byłam taka z niego dumna!” - opowiadała W. “Myślałam, że wszyscy mi zazdroszczą!” Moja mama studiowała w Zamościu w latach 60. Wynajmowała pokój w drewnianym domu państwa W. Starsze małżeństwo było dla niej jak rodzina. Kiedy odwiedzał ich syn, pani W. nie chciała go widzieć.

Powiedziała mojej mamie, dlaczego. Mieszkali na Wołyniu i byli świadkami masakry Polaków. Przed II wojną Wołyń stanowił część Polski. W latach 1943-1944 Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) przeprowadzała tam czystki etniczne, których wynikiem była śmierć około 60 tys. Polaków. Syn pani W. dołączył do grupy uzbrojonych mężczyzn.

Zabijali Ukraińców w odwecie za śmierć Polaków. Odebrał życie wielu ludziom. Rodzina W. przetrwała, wojna skończyła się lecz nie została zapomniana. Matka nie umiała zaakceptować, że jej syn miał na sumieniu okropne zbrodnie. Człowiek wychowuje dzieci, ale nie wie, co na nie czeka.

Thursday, November 12, 2015

Every day-call/Codzienne wołanie

I just turned on my computer when I heard T.'s voice. “Danka!” - The old woman called. I came out on the balcony. “I just bought cicorium but I forgot about potatoes!” - She told me. T. likes chatting, I listened impatiently, my mind on other thing: my computer. Every day I spend about 1-1,5 hour on the Internet.
THE PHOTO FROM RIDI E CONDIVIDI

Writing a post takes me about 1 hour every three or four days. Controlling my email accounts takes 10 – 15 minutes daily. After doing it, I scroll through Facebook or read about the model who is painfully thin. You feel like there is something “to look forward” online. You're not wasting my time but waiting for something better to happen.

A brilliant message on email account, or super stuff to buy. Something you really have to know. The life seems nothing but daily routine while Internet seems to have it all. So instead of seeking “real” satisfaction we tend to perceive it online. But “A life that could have been but never was is effectively a wasted life.”

P.S. On the photo: I'll be like that after 30 years...

Właśnie włączyłam komputer, kiedy usłyszałam głos T. “Danka!” - wołała staruszka. Wyszłam na balkon. “Kupiłam cykorię, ale zapomniałam o ziemniakach!” - mówiła. Lubi gawędzić, słuchałam zniecierpliwiona, myśląc i czymś innym: o moim komputerze… Każdego dnia spędzam godzinę-półtorej w sieci. Pisanie posta zajmuje mi około godziny co trzy-cztery dni.

Sprawdzenie poczty 10-15 minut codziennie. Uporawszy się z tym, relaksuję się na Facebook lub czytam o modelce, która okropnie schudła. Ma się wrażenie, że w sieci jest to “coś”. Nie marnujesz czasu, lecz czekasz, aż to “coś” się wydarzy. Wspaniała wiadomość w poczcie mailowej, super oferta do kupienia.

Coś, co musisz koniecznie wiedzieć. Życie zdaje się być tylko codzienną rutyną, masz jednak wrażenie, że w Internecie jest wszystko. Zamiast więc szukać “prawdziwej” satysfakcji, dostarczasz jej sobie w sieci. Ale “Życie które mogło być, ale nie było, to faktycznie zmarnowane życie”.

P.S. Na zdjęciu: oto jaka będę za 30 lat...

Saturday, November 7, 2015

Here was her home/Tu był jej dom

I remember only the title of the book I had read when I was small: “Here was her home”. It makes me think about the house which isn't mine anymore. My father had a farm: a big garden, an orchard with old apple trees and the meadow. Sometimes I walked from Chełm. I liked taking a short-cut, I walked through fields to my dad's meadow.

Sometimes I saw him there cutting the grass or grabbing the hay. There was at least one of his dogs with him. Dad had plenty of cats, chickens and a black cow. He loved that slowly life and his ground meant everything to him. My mother worked, but she would always give him a hand in the garden. I remember dad milking his cow.

Mom joked that the cats was drinking milk from the bucket while he was doing it. I won't forget sour gooseberry, the first fruits in the spring. The “old house” where my dad was born. My mum's over salted chops and her mathematics books. It's all gone now, but I believe that sometimes, in another space of variations I'll be walking home through the meadows.

Pamiętam tylko tytuł książki, którą czytałam, kiedy byłam mała: “Tu był jej dom”. Przywołuje myśl o domu, który nie jest już mój. Ojciec miał gospodarstwo: duży ogród, sad ze starymi jabłoniami i łąkę. Czasami wracałam na piechotę z Chełma. Lubiłam skróty, szłam przez pola aż do łąki ojca.

Bywało, że widziałam go koszącego lub grabiącego siano. Zawsze był z nim chociaż jeden pies. Ojciec miał dużo kotów, kury i czarną krowę. Kochał to spokojne życie i ziemia była dla niego wszystkim. Mama pracowała, ale zawsze pomagała mu w ogrodzie. Pamiętam go, dojącego krowę.

Mama żartowała, że koty piły mleko z wiadra, kiedy to robił. Nie zapomnę kwaśnego agrestu, pierwszych owoców na wiosnę. “Starego domu” gdzie urodził się ojciec. Przesolonych kotletów mamy i jej matematycznych książek. To już minęło, ale wierzę że kiedyś, w innej przestrzeni wariantów, znów wrócę do domu przez łąki.

Thursday, November 5, 2015

Promote Page/Wypromuj stronę

Before writing this post, I googled: “My husband cheated on me”, “I'm a fat girl” and “I'm still a virgin”. I was sure people are “blogging” about everything and they do indeed: I found Confessions of Plus-Size and of A Proud Virgin. Having cheating husband is a good reason to write about it for years. 
http://powiedzialem.pl

According to one source, there are more than 164 million blogs. “Nobody wants to read, but everyone want to write”. I have to be one of those, of course. Recently I started my PLAMA page on Facebook – it's hard to get some attention. So far PLAMA had 18 likes (where are my other 93 friends :) and 4 comments.

Reach a new milestone 100 likes!” - Facebook says. I clicked “Promote Page” button and I got: “Select a Payment Method”. I'm not willing to pay. Maybe I'll share the content on Twitter, even if experts say that it's not a promotion. Oh well at least I wrote a post about it. Maybe it'll get some comments, fb likes or even +1…

Przed napisaniem postu wklepałam “Mąż mnie zdradził”, “Mam nadwagę” i “Jestem ciągle dziewicą” w wyszukiwarkę. Byłam pewna, że ludzie “blogują” o wszystkim – miałam rację. Znalazłam “Wyznania puszystej” oraz “Dumnej dziewicy”. Niewierność małżonka to dobry powód, żeby o tym pisać przez lata.

Według jednego źródła, istnieje ponad 164 mln blogów. “Nikt nie chce czytać, ale wszyscy chcą pisać”. Muszę być jedną z nich. Ostatnio zaczęłam stronę PLAMA na Facebook – niełatwo jest zdobyć uwagę. Jak dotąd PLAMA ma 18 “lajków” (gdzie są pozostali 93. znajomi :) i 4 komentarze.

Osiągnij kamień milowy 100 “lajków” - mówi Facebook. Wybrałam przycisk “Wypromuj stronę” i otrzymałam “Wybierz metodę płacenia”. Nie chcę płacić. Może podzielę się stroną na Twitter, chociaż eksperci mówią, że to nie jest promocja. Cóż, przynajmniej o tym napisałam. Może post zdobędzie komentarze, “lajki” na fb a nawet +1...

Monday, November 2, 2015

Merci

She was admitted to hospital when she got ill. There was no Oncology Ward, she needed to go to an institution which provides cancer treatment. A doctor spoke to her during ward-run. “I'm inviting you for a private consultation!” - He said. “I'll give you relegation to another hospital.” A young doctor on probation remained in the room when he was gone.

 “I'm emigrating to Sweden!” - He told her. “How could he say that he'll give you relegation privately!”. She went through surgery and chemotherapy, but about one year later the cancer was back. Her doctor however refused to give her more chemo. “I can't see anything on the last tomography scan, you've to wait for another one!” She was admitted to the hospital after her health deteriorated.

Despite the cancer was confirmed, her doctors still refused to treat her because of the complications. For about three months the hospital was sending her back. One young female doctor told her: “I feel sorry for you! What's the point to ride about like that? You need to find yourself a doctor!”. She was given chemo, but it was too late. Since she's gone, I can't look at Merci chocolates. She would always buy it for the doctors.

Została przyjęta do szpitala, kiedy zachorowała. Nie było tam onkologii, musiała leczyć się w placówce, która zajmuje się rakiem. Rozmawiał z nią lekarz podczas obchodu. “Zapraszam do mnie na prywatną wizytę!” - powiedział. “Dam pani skierowanie do innego szpitala”. Kiedy sobie poszedł, w pokoju pozostał młody doktor stażysta.

Wyjeżdżam do Szwecji!” - oznajmił. “Jak on mógł powiedzieć, że da pani skierowanie prywatnie!” Przeszła operacje i chemioterapię, ale rok później rak powrócił. Pomimo tego jej lekarka odmówiła kontynuowania chemii. “Nic nie widzę na ostatniej tomografii, musi pani czekać na następną!”. Stan zdrowia się pogorszył, przyjęto ją do szpitala.

Potwierdzono raka, ale lekarze odmawiali leczenia z powodu komplikacji. Odsyłano ją przez około trzy miesiące. Młoda lekarka powiedziała: “Żal mi pani! Po co tak jeździć? Niech pani znajdzie lekarza!”. Dostała chemię, ale było zbyt późno. Odkąd jej nie ma, nie mogę patrzeć na czekoladki Merci. Zawsze kupowała je dla lekarzy.