Thursday, December 31, 2015

Monte Carlo

I'm one of those good souls who never partied in the college. But 8 years ago in England I started finally going out. I had a boyfriend in December 2006. G. worked and lived with two Polish guys at Butleigh. They organized New Year's Eve party and I was invited. In the early morning G. and his mates accompanied me to Street. 


I couldn't open the door. I kept calling Kasia but she wouldn't answer. One of Poles offered climbing up gutter-pipe to reach my friend's bedroom window. He was doing well, but the pipe didn't bear his weight and broke making big noise. It was real fun:) It's been 5 years that we repeat the same New Year's Eve over and over again.

Our tradition is: dinner with in-laws, watching International Circus Festival of Monte Carlo and glass of sparkling wine in the midnight. Every time when I look at clowns and acrobats I want to go out and let my hair down. I'd like to drink and raise my voice and get a little out of line… But I won't.

P.S. Happy New Year 2016!

Jestem jednym z tych poczciwców, którzy nie imprezowali na studiach – ale 8 lat temu w Anglii zaczęłam wreszcie wychodzić z chałupy. Miałam chłopaka w grudniu 2006. G. pracował i mieszkał z dwoma Polakami w Butleigh. Zorganizowali imprezę noworoczną, byłam zaproszona. Nad ranem G. i jego znajomi odwieźli mnie do Street.

Nie mogłam otworzyć drzwi. Dzwoniłam do Kasi, ale nie odpowiadała. Jeden z Polaków zaproponował, że wdrapie się po rynnie do okna sypialni mojej przyjaciółki. Dobrze mu szło, ale rynna nie wytrzymała ciężaru i złamała się, czyniąc wielki hałas. Mieliśmy niezły ubaw:) Od 5 lat powtarzamy ten sam scenariusz w Sylwestra.

Nasza tradycja to kolacja z teściami, oglądanie Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej w Monte Carlo i kieliszek gazowanego wina o północy. Za każdym razem, kiedy patrzę na akrobatów i klownów ogarnia mnie pragnienie szalonej zabawy. Chciałabym pić, podnosić głos, przekroczyć nieco granicę… Ale nic z tego.

P.S. Szczęśliwego Nowego Roku 2016!



Thursday, December 24, 2015

Religious consolation/Pociecha religijna

Some doctrines says, that suffering is an illusion. One would think: “Rubbish, you wouldn't say it to a person who is about to die!” In volume II of my beloved book, good soldier Švejk was sentenced to hang. A priest went to give him last comfort. The prisoner wasn't sad at all and started revealing funny stories.
httpwww.topissimo.fr

He told the chaplain about a hotel porter Faustyn, who knew every “working” girls. He was sending them to the clients. Faustyn wasn't taking any money from the women. When accused of procuration, he was disgusted and asked Švejk to throw him from the window, which he did (without any harm as he lived on the ground-floor).

Švejk lives happily in the midst of the war. He's not afraid of anything, never worries about the future, he's not stuck in the past, Švejk lives only in the present, that's why he enjoyes hot milk in the psychiatric hospital. People thought he was stupid, but being independent to circumstances, isn't a smart thing?

P.S. Merry Christmas with Justino!

Niektóre doktryny mówią, że cierpienie jest iluzją. Ktoś mógłby pomyśleć: “Bzdury, nie powiesz tego człowiekowi, który stoi w obliczu śmierci!” W II tomie mojej ukochanej książki dobry wojak Szwejk ma być powieszony. Kapelan odwiedza go, by udzielić pociechy. Więzień nie jest smutny, zaczyna opowiadać śmieszne historyjki.

Mówi księdzu o hotelowym odźwiernym, Faustynie, który znał wszystkie “pracujące” dziewczyny i przysyłał je klientom. Faustyn nie brał pieniędzy od kobiet. Kiedy oskarżono go o stręczycielstwo, był tak oburzony, że poprosił Szwejka, aby go wyrzuci przez okno, co ten uczynił (bez żadnej szkody, bo mieszkał na parterze).

Szwejk egzystuje zadowolony podczas wojny. Niczego się nie boi, nie martwi o swoją przyszłość i nie dręczy przeszłością. Szwejk żyje teraźniejszością, dlatego docenia ciepłe mleko w szpitalu psychiatrycznym. Ludzie uważali go za idiotę, ale bycie niezależnym od okoliczności to całkiem niegłupia rzecz.

P.S. Wesołych Świąt z Justino!




Sunday, December 20, 2015

The end of the world/Koniec świata

I was reading that Nostradamus predicted third World War in 2016. The same said less known Baba Vanga. The blind pensioner who predicted 9/11 terror attacks and tsunami of 2004 warned of an invasion of Europe by Muslim extremists next year.

Vanga reportedly said Europe will 'cease to exist' by the end of next year, leaving the continent 'almost empty' and a 'wasteland almost entirely devoid of any form of life'.” I was impressed. Will our world end? Anthony de Mello wrote that his sister despaired when their mother died of cancer. “How can God allow that?” - She asked.

You never said that when last year thousands of Chinese died of hunger!” - He told her. Now when I'm writing this the world of so many people is ending. The women I saw in Oncology Ward. The innocent victims of armed conflict in Syria - probably they ask: “Why does it happen to me?” It's good to not know what the future holds.

Czytałam że Nostradamus przewidział III wojnę w 2016 r. To samo mówiła mniej znana Baba Vanga. Niewidoma emerytka, która przepowiedziała ataki 9/11 i tsunami w 2004 ostrzegła przed inwazją Europy przez muzułmańskich ekstremistów w przyszłym roku.

Vanga miała powiedzieć, że Europa przestanie istnieć w końcu 2016 r. Kontynent stanie się 'prawie pusty' będzie 'nieużytkiem prawie pozbawionym jakichkolwiek form życia”. Byłam pod wrażeniem. Czy nasz świat się skończy? Anthony de Mello napisał, że jego siostra rozpaczała, kiedy ich matka zmarła na raka. “Jak Bóg mógł na to pozwolić?” - pytała.

Nie powiedziałaś tego, kiedy w zeszłym roku tysiące Chińczyków zmarło z głodu!” - odparł. Kiedy to piszę, świat tak wielu ludzi się kończy. Kobiety, które widziałam na oddziale onkologii. Niewinne ofiary konfliktów w Syrii - pewnie pytają: “Czemu mnie to spotkało?” Dobrze jest nie wiedzieć, co kryje dla nas przyszłość.




Thursday, December 17, 2015

The funniest post/Najzabawniejszy post

Blogger – let's call her A. - needed a bag. She bought one (with good discount) in a Chinese store and wrote about it. Blogger B. is documenting her daily life, child's diseases and so on. I quite enjoyed looking at the photos of her son eating sausage in the town fair. According to the comments, A. and B. blogs are more successful than mine.

Blogger – let's call her A. - needed a bag. She bought one (with good discount) in a Chinese store and wrote about it. Blogger B. is documenting her daily life, child's diseases and so on. I quite enjoyed looking at the photos of her son eating sausage in the town fair. According to the comments, A. and B. blogs are more successful than mine.

Instead of seeking info about lucid dreaming, would be better if I write about Christmas shopping. I was talking about it with my husband. “Do you want a present?” - I asked. “No!” - He said. Never mind, I can reveal how police went to the flat I used to live in Street. Bet it'll be liked, just like Vodka Cola:)

Nie trzeba mówić, że zależy mi, czy ktoś czyta mój blog i codziennie zaglądam do statystyk. Zdaje się, że im bardziej pracochłonny jest post, tym mniej się podoba. Świadomy sen na przykład miał jak dotąd nędzne 31 wyświetleń, podczas gdy Wigilia 213. Ludzie wolą czytać o czymś znanym, jak upicie się i awanturowanie.

Blogerka – nazwijmy ją A. potrzebowała torebki. Kupiła ją – z dobrą zniżką – w chińskim sklepie i napisała o tym. Blogerka B. dokumentuje codzienne życie, choroby dziecka itd. Z przyjemnością patrzyłam na zdjęcia jej syna, jedzącego kiełbaski na jarmarku. Wnioskując z komentarzy blogi A. i B. są bardziej poczytne od mojego.

Zamiast szukać informacji na temat świadomego snu, lepiej napisać o świątecznych zakupach. Rozmawiałam o tym z mężem. “Chcesz jakiś prezent?” - spytałam. “Nie!” - odparł. Nieważne, mogę opowiedzieć, jak policja przyszła do domu, w którym mieszkałam w Street. Na pewno się spodoba, całkiem jak Wódka z colą:)


Sunday, December 13, 2015

Writer's Paradise/Pisarski raj

I googled: “How much does it cost to publish a book”. I saw lots of “friendly” publishing houses inviting new authors to size the opportunity. They explain book costs (editing, cost of cover art, printing etc). It's so easy, everyone can do it. I looked through the titles. Hundreds of books which won't get anyone except author's friends and family.
The photo from publishing perspectives


Vanity Press companies make money by publishing 100 copies of hundreds of thousands of books. Subsidy publisher don't bother about marketing the book – they had they money already. “For every book that is published thousands of manuscripts go unpublished” subsidy advertisement proclaim.

It does not mean, however, that those books should have been published. Commercial publishers base their decisions on whether they believe a book will sell to reader. Subsidy publishers make their money directly from the writer, and only secondarily from the reader. One thing is certain: you won't reach writer's paradise if you hit the "pay&publish" button!

Wpisałam “Ile kosztuje wydanie książki” w wyszukiwarkę i ujrzałam wiele “przyjaznych” wydawnictw, zapraszają autorów, by skorzystać z okazji. Wyjaśniają koszta (redakcja, cena okładki, druk itd.) Bardzo proste, każdy to może zrobić. Patrzyłam na setki tytułów. Nie dotrą do nikogo, oprócz znajomych i rodziny autora.

Vanity Press zarabia, wydając ok. 100 egzemplarzy setek tysięcy różnych książek. Wydawnictwa ze współfinansowaniem nie zawracają sobie głowy promocją, bo pieniądze dostały. “Na jedną opublikowaną książkę przypadają tysiące niewydanych maszynopisów!” - głoszą ich reklamy. Nie znaczy to, że te tysiące książek powinny się ukazać.

Tradycyjni” wydawcy wydają decyzję na podstawie tego, czy ich zdaniem książka się sprzeda. Vanity press zarabia pieniądze wprost dzięki autorom, czytelnicy są drugorzędni. Jedno jest pewne: jeśli naciśniesz przycisk "płać&publikuj", do pisarskiego raju nie wlecisz!

Thursday, December 10, 2015

Christmas Eve/Wigilia

I don't like Christmas - probably because it makes me miss things I can't have. Besides, I find all that “forced fun” a bit painful. But 8 years ago in England I had fun indeed. On Christmas Eve 2006 I invited our Polish friends with Kasia. Some of them however went that night to ENVY. We waited for them. B. was back at about midnight.
seanhamptoncole.wordpress.com

He was upset because he had a big row with I. Apparently she took her shoes off ad performed pole dance in the nightclub. B. felt she's spoiling the honour of Polish girl. He was hiding her shoes which made I. really mad. She dropped into our flat shortly after B. I don't think I ever heard someone screaming and swearing like that.

If I remember well she made poor B. cry. The next day I found a letter from our neighbour: she complained about the noise. I went to apologize. “Our friend just broke up with her boyfriend!”- I lied. “She was despairing.” I promised that it won't happen again, the neighbour was sympathetic. The funniest Christmas ever:)

Nie lubię Świąt - pewnie dlatego, że brakuje mi rzeczy, których nie mam. Poza tym, cała ta “przymuszona zabawa” jest trochę męcząca. Ale 8 lat temu w Anglii naprawdę się dobrze bawiłam. Zaprosiłyśmy polskich znajomych na Wigilię 2006 z Kasią. Niektórzy z nich poszli tego wieczoru do ENVY. Czekaliśmy, B. zjawił się koło północy.

Był zły, bo pokłócił się z I. Według jego opowieści, dziewczyna zdjęła buty i zatańczyła koło rury w dyskotece. Sądził, że plami honor polskiej dziewczyny, schował jej kozaki, co okropnie zdenerwowało I. Wpadła do naszego mieszkania zaraz po B. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek słyszała, że ktoś tak klął i wrzeszczał.

Jeśli dobrze pamiętam, doprowadziła biednego B. do płaczu. Następnego dnia znalazłam list od sąsiadki: narzekała na hałas. Poszłam ją przepraszać. “Nasza przyjaciółka właśnie zerwała z chłopakiem!” - skłamałam. “Była zdesperowana”. Obiecałam, że to się nie powtórzy, sąsiadka wykazała zrozumienie. Moje najzabawniejsze Święta:)

Saturday, December 5, 2015

Lucid dream/Świadomy sen

I dreamed that we meet again and started talking. It was so real – even when I was awake. I felt like I was with you in my dream. As far as our brains are concerned “seeing is believing”. The lucid dreamers say they can fly or walk trough walls. 

The practice of lucid dreaming has been around for over 3000 years. It's when you realize, 'Aha! I’m dreaming!' while you’re still asleep. Once you become conscious within a dream, you can interact with and direct it at will.” One can choose fly through the sky or to walk on exotic beach and everything feels real.

We spend roughly a third of our lives asleep, that means a years of our lives pass us by unnoticed. Why not practise the art of being conscious within you dream? Once you get it, everything could happen! So, like Sonny's male lover Leon said in “Dog Day Afternoon”: “I'll see you in my dreams, huh?”.

Śniłam, że spotkaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Było to takie prawdziwe – nawet, gdy się zbudziłam. Jakbyśmy byli razem we śnie. Jeśli chodzi o mózg, pracuje on na zasadzie: “Zobaczyć znaczy uwierzyć”. “Śniący świadomie” mówią, że potrafią latać albo przechodzić przez ściany.

Praktyka świadomego snu znana jest od 3000 lat. To zdarza się, gdy pojmiesz: “Ja śnię!” kiedy wciąż jeszcze śpisz. Kiedy jesteś świadomy we śnie, możesz robić to, co zechcesz. Wybrać szybowanie w chmurach albo spacer po egzotycznej plaży. Wszystko zdaje się rzeczywiste.


Spędzamy około 1/3 życia we śnie – oznacza to, że całe lata mijają niezauważone. Dlaczego nie praktykować sztuki bycia świadomym we śnie? Kiedy się ją opanuje, wszystko może się zdarzyć. A więc, jak powiedział Leon, kochanek Sonnego w “Pieskim popołudniu”: “Zobaczę cię we śnie”.

Wednesday, December 2, 2015

Women's Island/Wyspa kobiet

I have to watch cartoons quite often. One could learn some interesting things from them. Vicke is the son of the leader of Viking Village. He often travels with his dad. One day the group of Vikings got “Women's Island” ruled by group of – let's say – Women Viking. The strong ladies were travelling, fighting and doing other funny things.

There was something wrong happening there. The men were forced to wear aprons… They were cooking and cleaning, such humiliation! I was thinking: “Wait a minute, but how the life is! Us, women we are the oppressed majority!” A friend shared this on Facebook.

A tragicomic day in the life of a man who struggles for equality in a society dominated by women. In the end of that film he gets raped, but I think it's wrong. The “womanized” man should be back home, cook and, wash the dishes while his working wife would tell him what and how to do. That's the way life is!

Muszę oglądać bajki dość często. Można się z nich dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Vicky to syn przywódcy Wioski Wikingów. Często podróżuje z tatą. Pewnego dnia grupa Wikingów dotarła do – nazwijmy ją – Wyspy Kobiet. Umięśnione panie podróżowały, walczyły i robiły inne ciekawe rzeczy.

Działo się tam coś bardzo złego. Mężczyźni byli zmuszeni nosić fartuchy… Gotowali i zmywali, co za poniżenie! Myślałam: “Chwila, takie właśnie jest życie! My, kobiety jesteśmy uciśnioną mniejszością!” Znajoma umieściła ten link na Facebook.


Tragikomiczny dzień z życia mężczyzny, który walczy o równość w społeczeństwie z zdominowanym przez kobiety. Na końcu filmu zostaje zgwałcony, ale myślę, że to błąd. “Zniewieściały” mężczyzna powinien wrócić do domu, gotować, zmywać, podczas gdy pracująca żona mówiłaby, co i jak ma robić. Takie jest życie!